Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Pierwszy raz - na blogu i nie tylko


Pierwszy raz - na blogu i nie tylko

Witam wszystkich którzy tu weszli - choć szczerze mówiąc to nie liczę na czytelników w ogóle...pisze bloga jak pamiętnik - dla samej siebie...

A dlaczego?? Może dlatego że lubię pisać...może z powodu nudy, która mnie chwilowo ogarnęła...a tak naprawdę to dlatego że moim życiem zawładnęły tak bardzo mieszane uczucia że sama muszę uporządkować to
sobie...dla samej siebie...i spokoju własnego ducha...

Jak to się zaczęło...??
Hmm...
Sama nie wiem...

Od lipca pracuje w tym hotelu...więc może zacznę od tego...po skończeniu szkoły hotelarskiej przez 3 miesiące nie mogłam znaleźć pracy...zaczynałam już wierzyć że jestem na tyle beznadziejna że nic się
nie da zrobić...w głowię głębiły mi się myśli - jak to możliwe że z bardzo dobrymi stopniami na świadectwie nie mogłam się nigdzie zaczepić...przestałam kompletnie wierzyć w siebie, co w moim przypadku
to katastrofa bo wiele osób mi mówi że mam zaniżoną samoocenę...ale wracając do pracy...gdy już byłam strasznie negatywnie nastawiona do życia i świata w końcu dostałam pracę w malutkim hoteliku tuż obok
mojej miejscowości...perspektywy były nie wielkie...ale na początek i to było dobre...

Powolutku wdrażałam się do pracy i panujących w hotelu
zasad...właściciela prawie w ogóle nie było a Pani Dyrektor przyjeżdżała z daleka - a co się z tym równa - niezmiernie rzadko...jak to mówią - gdy
kota nie ma - myszy harcują...tak było i u nas...
Kelnerzy czuli się jak u siebie w domu...mieli do dyspozycji hotelu swój własny pokój...korzystali jednak też z całego hotelu i jego atrakcji...bilard i rzutki okupowane były codziennie...barek stał dla
nich otworem a i saunę zaszczycili swoją obecnością...niczym się nie martwili a co wieczór odwiedzali ich nowi(nowi dla mnie oczywiście)
koledzy...w roli wyjaśnienia - żeby zaznajomić się z hotelem, poznać wszystkie jego zakątki pierwszy miesiąc miałam przydzielane same nocne
zmiany...

Czas sobie leciał a ja coraz bliżej poznawałam załogę i się z nimi zaznajamiałam...coraz częściej wieczorem razem siadaliśmy przy pepsi na barze czy na sofach w recepcji i gadaliśmy nie wiadomo o czym z kelnerami
( mały hotelik to i mała restauracyjka - czyli 2 kelnerów - braci w dodatku - Szymon i Grzegorz)...byli dla mnie bardzo mili - choć jak każdy - mieli czasem niezłe humorki...

Któregoś dnia - podczas mojej pierwszej dniówki - strasznie się wkurzyłam...ruchu nie było za dużo...istne nudy jak to w deszczowy dzień... Zadzwoniłam do mojego chłopaka...tak po prostu - ostatnio strasznie się mijaliśmy i pomyślałam że sobie pogadamy na spokojnie bo wiedziałam że wrócił już z pracy...on jednak nie wiem dlaczego nie miał
ochoty ze mną gadać...najpierw odrzucił połączenie...jak zadzwoniłam za chwilę rozmawiał ze mną jak z obcą osobą...jak gdyby nigdy ze mną nie
był...Łzy aż napłynęły mi do oczu...w końcu spytałam się go dlaczego jest dla mnie taki lodowaty a on na to że powinnam wiedzieć skoro nazywam się jego dziewczyną i się rozłączył...zaraz po rozmowie wyłączył
telefon zupełnie...po policzku popłynęła pierwsza łza...byłam w nowym miejscu - jeszcze nie do końca zapoznana ze wszystkim...pierwszy raz na
dziennej zmianie...a jeszcze on był taki nie miły...i to nie wiadomo dlaczego...poczułam się taka okropnie samotna i malutka i bezbronna do tego...Szymon z Grzegorzem byli w hotelu w tym momencie...Szymon jak
zobaczył moją reakcję podszedł i otarł łzę z mojego policzka...
- Choć - powiedział cicho - zaraz się cała rozmażesz...
- Ale Szymon - zaprotestowałam... - recepcja...
- Recepcją na chwilę zajmie się Grzegorz...prawda?? - spytał już bardziej brata niż mnie. Ten na potwierdzenie kiwną głową...Szymon pociągnął mnie za rękę i zaprowadził mnie do ich pokoju...
- Poczekaj w łazience, zaraz przyniosę Ci jakieś kosmetyki od dziewczyny Grzegorza... - i pobiegł do pokoju. Jak już mówiła chłopacy czuli się w
hotelu jak u siebie więc to że Grzegorz ma w pokoju kosmetyki od Karoliny - swojej dziewczyny wcale mnie nie zdziwiło - często u nas nocowała...
- Proszę bardzo - wrócił po chwili Szymon i podał mi całą ogromną kosmetyczkę - nie wiem czego wy, kobiety tam używacie...mi wystarczy zwykły krem do twarzy...ale skoro Karolina używa tego wszystkiego to
pewnie Ci się przyda..
Gdy spojrzałam w lustro i zobaczyłam swoje odbicie rozkleiłam się zupełnie...zanim dotarłam do pokoju z Szymonem poleciało mi jeszcze kilka łez...z tuszu do rzęs zrobiły się czarne stróżki...oczy od razu mi się zaczerwieniły...wyglądałam po prostu okropnie...Szymon widząc moją reakcję pociągnął mnie do pokoju... posadził na łóżku...
- Ej mała przestań - powiedział cicho i zaczął wycierać tusz...- spokojnie maleńka - dodał i stwierdził że chyba nie ma to żadnego sensu żeby mnie uspokajać...Usiadł obok mnie na łóżku.
- Albo wiesz co? Wypłacz się spokojnie...czasem to bardzo pomaga - szepnął, objął mnie ramieniem i podał chusteczkę. Wtuliłam się w jego ramiona i więcej mi nie było trzeba...zaczęłam płakać...a on?? Im bardziej płakałam tym bardziej mnie przytulał...Nie mówił nic tylko mnie przytulał...tego właśnie było mi trzeba...odrobinkę zrozumienia...
Już od kilku dni byłam rozdrażniona...złość się we mnie gromadziła...w końcu musiałam pęknąć...od dziecka tak miałam - wytrzymywałam dużo...ale jak miarka się przebrała - tragedia...
Zaczynałam się już powoli uspakajać - limit łez zaczynał się wyczerpywać...Szymon chyba też to wyczuł...wstał...nalał mi wody i podał.
- Masz mała - usiadł znowu - już ok? - zapytał cicho...kiwnęłam głową a on mnie pocałował w głowę...Później popatrzył mi w oczy...tak głęboko jakby patrzył do mojej duszy...i pocałował mnie znowu...tym razem w policzek...
- Ciii...- szepnął - wszystko się ułoży - dodał i musnął mnie w usta... - Przepraszam że...że nie wiem jak się zachować jak kobieta płacze...
- No co ty Szymon...to ja Cię przepra...
- Ciii... - i musnął mnie znowu...położył rękę na mojej nodze i chwilkę się zatrzymał jakby czekał na moją reakcję...Spojrzałam na niego a on w tym czasie przesunął rękę wyżej i znowu mnie musnął...
- Uspokój się...wyluzuj...jesteś taka śliczna - szepnął i zaczął całować w szyję...
- Szymon... - cicho zaprotestowałam...
- Ciii... - dalej co się działo to sama nie rozumiem...siłą pocałunków położył mnie na łóżku i zaczął rozpinać bluzkę...powoli...delikatnie...gdy już ją rozpiął zaczął pieścić moje piersi...całując je zabrał się za rozpinanie spodni...nie miałam nawet siły zaprotestować...właściwie to w duchu modliłam się żeby nie przerywał...rozpiął moje spodnie...w miedzy czasie zdjął swoją koszulkę...pieścił mnie jak dawno nikt...wkładał w to tyle serca i czułości...powoli i z zaciętością poznawał każdy kawałek mojego ciała...pieścił piersi, brzuch, szyje...był cudowny...całując sie i pieszcząc zupełnie zapomnieliśmy o bożym świecie...
- Ej Szymon nie wiesz gdzie jest... - przerwał nam Grzegorz...ale jak nas zobaczył to zbaraniał...otworzył szeroko oczy i stał jak wryty....
- Yyy...to...no... - zaczął się jąkać...
- Zjeżdżaj Stary - krzyknął Szymon.
- Nie Szymon - on ma rację - pomyśl - co my w ogóle robimy przecie... - zatkał mi usta pocałunkiem...Grzegorz wyszedł szybko a Szymon z powolnego i czułego zamienił się w szybkiego i namiętnego kochanka...dalej wszystko szło bardzo szybko...nawet nie wiem kiedy ściągnął mi spodnie...i swoje też...moje stringi tylko odsunął...wszedł we mnie nim zdążyłam się zorientować że on sam jest już goluteńki...Jak wszedł to trochę zwolnił tempo ale zaraz znowu przyśpieszył...pieprzył mnie szybko i bez pardonu...strasznie mnie to podnieciło i zaczęłam dochodzić a co za tym idzie wić się i jęczeć...Szymon chwycił moje ręce i mocno przycisnął je do łóżka jakby bał się że mu ucieknę...rżnął mnie przy tym dalej bez chwili wytchnienia...Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze...po chwili moje jęki przerodziły się w krzyki...dobrze że nie było nikogo poza nami w hotelu...Po dobrych kilkunastu minutach rżnięcia Szymon się zmęczył - nic dziwnego...nikt nie wytrzymał by takiego tempa...położył się na plecach, spojrzał mi w oczy i szepnął:
- Dokończ sama mała, ja nie mam już siły... - długo nie musiał czekać na moją reakcję...od razu dosiadłam go na jeźdźca i zaczęłam pieprzyć go w podobnym tempie jak on mnie...w tej pozycji zawsze szybko dochodziłam...nic dziwnego że po chwilce moje ciało przeszły silne dreszcze i spazmy rozkoszy...ostatnie pchnięcia, a raczej nabicia starałam się wykonać jak najgłębiej potrafiłam...było mi cudownie...Chciałam żeby Szymon też coś z tego miał więc jak tylko troszkę odpoczęłam zaczęłam mu ssać fiuta..
- Ej mała - nie musisz tego robić...- powiedział Szymon bardziej z grzeczności niż z przekonania...po chwili zamknął oczy i mogłam już robić z nim co chciałam...lizałam, ssałam...wkładałam jak tylko najgłębiej potrafiłam...ale on ciągle nie dochodził...dlatego postanowiłam wykorzystać go jeszcze troszeczkę...
- Szymon? Choć jeszcze troszkę od tyłu...- szepnęłam wdrapując sie na jego wysokość i momentalnie przygotowując się do pozycji na pieska...
- Wariatka - powiedział tylko i bez uprzedzenia wszedł we mnie bardzo szybko i głęboko...pieprzyliśmy się w tej pozycji jeszcze kilka minut i doszedł Szymon...wytrysnął mi na plecy i opadł bezsilnie na łóżko ciężko dysząc...było mi wspaniale...
- Choć mała - szepnął do mnie i przytulił mnie. Zaczął dzwonić telefon.
- To Grzegorz z recepcji pewnie - powiedział i odebrał - No?? Ok...no dobra dobra...- zerknął na mnie, odłożył słuchawkę i położył się obok - Grzegorz prosił żebyśmy zeszli bo przyszli jacyś ludzie na restaurację i sobie nie daje rady... - zaczęliśmy się ubierać.Gdy już byłam gotowa poszłam do łazienki zmyć resztki makijażu. Po chwili dołączył do mnie Szymon. Oparł się o brzeg wanny i patrzył na mnie uśmiechając się z zadowoleniem.
- Co?? - Spytałam po chwili - coś nie tak?
- Nie nie...wszystko ok.- powiedział uśmiechając się zalotnie - po prostu...po prostu nie wierze w to co się stało...- dokończył rozmarzony...pocałował mnie w nosek
- Szymon?? Ale...bo wiesz że ja...to znaczy...cholera jasna...obiecaj mi że nikt się nie dowie!!
- Spokojnie mała. Kto miałby się dowiedzieć?- szepnął ze smutkiem
- A Grzegorz?
- Grzegorzem zajmę się ja...A...
- No?
- Nie nic...chyba powinniśmy już iść...
- Ale o co chciałeś zapytać??
- Nieważne...
- Szymek?
- Hmm...powtórzymy to jeszcze?? - To pytanie zbiło mnie z nóg. Szymon chyba zauważył moje zmieszanie... - dobra, rozumiem. nie było pytania. Chodźmy...
- Ale Szymon! - powiedziałam już bardziej do siebie bo Szymon wyszedł z łazienki. Wyszliśmy po chwili z pokoju i poszliśmy do recepcji i restauracji. Ludzi było owszem kilku ale wielkiego tłoku nie było.
- Sorki jak wam przeszkodziłem tym telefonem...- powiedział Grzegorz jak tylko nas zobaczył - Sytuację opanowałem. Mała był telefon od dyrki, powiedziałem że poszłaś do ubikacji i że zaraz oddzwonisz.
- Dzięki - szepnęłam zawstydzona
- Fajnie było?? - Zapytał Grzegorz z zadowoleniem z żartu.
- Zamknij się! - skarcił go Szymon - nic nie widziałeś i nic nie wiesz!
- O ludzie! No przecież jesteśmy dorośli...no dobra dobra...już się tak nie złośćcie!! Wyluzujcie! Zadzwoń młoda do tej dyrki. - powiedział na koniec i poszedł.
- Szymon przepraszam Cię za to wszystko... ja... on... cholera jasna!
- Uspokój się i zadzwoń do dyrki. Grzegorzem zajmę się ja, nie musisz się o nic martwić - powiedział i spojrzał na mnie badawczo - Było mi z Tobą bardzo dobrze...nawet lepiej niż dobrze wiesz? - zapytał i nim zdążyłam odpowiedzieć poszedł do restauracji.
Popatrzyłam na zegarek i stwierdziłam że nie było nas dobre 2 godziny!!
- Co myśmy narobili? - zadałam sobie pytanie - przecież to nie miało prawa się zdarzyć!
Gdy tak stałam osłupiała przez recepcję przeszedł do Grzegorz.
- Spoko mała - wyluzuj. Przecież wiem jak jest. Wszystko zostanie między nami. - mrugnął porozumiewawczo. Miałam jakieś dziwne uczucie że na tym się nie skończy. Ale nie miałam już nawet czasu o tym pomyśleć...praca goniła...a zmiana dobiegała końca...

pracujaca-erotomanka 12 04 09 / 22:11:49 [Powrót] Co o tym myślisz?? Skomentuj






Pierwszy raz - na blogu i nie tylko

Witam wszystkich którzy tu weszli - choć szczerze mówiąc to nie liczę na czytelników w ogóle...pisze bloga jak pamiętnik - dla samej siebie...

A dlaczego?? Może dlatego że lubię pisać...może z powodu nudy, która mnie chwilowo ogarnęła...a tak naprawdę to dlatego że moim życiem zawładnęły tak bardzo mieszane uczucia że sama muszę uporządkować to
sobie...dla samej siebie...i spokoju własnego ducha...

Jak to się zaczęło...??
Hmm...
Sama nie wiem...

Od lipca pracuje w tym hotelu...więc może zacznę od tego...po skończeniu szkoły hotelarskiej przez 3 miesiące nie mogłam znaleźć pracy...zaczynałam już wierzyć że jestem na tyle beznadziejna że nic się
nie da zrobić...w głowię głębiły mi się myśli - jak to możliwe że z bardzo dobrymi stopniami na świadectwie nie mogłam się nigdzie zaczepić...przestałam kompletnie wierzyć w siebie, co w moim przypadku
to katastrofa bo wiele osób mi mówi że mam zaniżoną samoocenę...ale wracając do pracy...gdy już byłam strasznie negatywnie nastawiona do życia i świata w końcu dostałam pracę w malutkim hoteliku tuż obok
mojej miejscowości...perspektywy były nie wielkie...ale na początek i to było dobre...

Powolutku wdrażałam się do pracy i panujących w hotelu
zasad...właściciela prawie w ogóle nie było a Pani Dyrektor przyjeżdżała z daleka - a co się z tym równa - niezmiernie rzadko...jak to mówią - gdy
kota nie ma - myszy harcują...tak było i u nas...
Kelnerzy czuli się jak u siebie w domu...mieli do dyspozycji hotelu swój własny pokój...korzystali jednak też z całego hotelu i jego atrakcji...bilard i rzutki okupowane były codziennie...barek stał dla
nich otworem a i saunę zaszczycili swoją obecnością...niczym się nie martwili a co wieczór odwiedzali ich nowi(nowi dla mnie oczywiście)
koledzy...w roli wyjaśnienia - żeby zaznajomić się z hotelem, poznać wszystkie jego zakątki pierwszy miesiąc miałam przydzielane same nocne
zmiany...

Czas sobie leciał a ja coraz bliżej poznawałam załogę i się z nimi zaznajamiałam...coraz częściej wieczorem razem siadaliśmy przy pepsi na barze czy na sofach w recepcji i gadaliśmy nie wiadomo o czym z kelnerami
( mały hotelik to i mała restauracyjka - czyli 2 kelnerów - braci w dodatku - Szymon i Grzegorz)...byli dla mnie bardzo mili - choć jak każdy - mieli czasem niezłe humorki...

Któregoś dnia - podczas mojej pierwszej dniówki - strasznie się wkurzyłam...ruchu nie było za dużo...istne nudy jak to w deszczowy dzień... Zadzwoniłam do mojego chłopaka...tak po prostu - ostatnio strasznie się mijaliśmy i pomyślałam że sobie pogadamy na spokojnie bo wiedziałam że wrócił już z pracy...on jednak nie wiem dlaczego nie miał
ochoty ze mną gadać...najpierw odrzucił połączenie...jak zadzwoniłam za chwilę rozmawiał ze mną jak z obcą osobą...jak gdyby nigdy ze mną nie
był...Łzy aż napłynęły mi do oczu...w końcu spytałam się go dlaczego jest dla mnie taki lodowaty a on na to że powinnam wiedzieć skoro nazywam się jego dziewczyną i się rozłączył...zaraz po rozmowie wyłączył
telefon zupełnie...po policzku popłynęła pierwsza łza...byłam w nowym miejscu - jeszcze nie do końca zapoznana ze wszystkim...pierwszy raz na
dziennej zmianie...a jeszcze on był taki nie miły...i to nie wiadomo dlaczego...poczułam się taka okropnie samotna i malutka i bezbronna do tego...Szymon z Grzegorzem byli w hotelu w tym momencie...Szymon jak
zobaczył moją reakcję podszedł i otarł łzę z mojego policzka...
- Choć - powiedział cicho - zaraz się cała rozmażesz...
- Ale Szymon - zaprotestowałam... - recepcja...
- Recepcją na chwilę zajmie się Grzegorz...prawda?? - spytał już bardziej brata niż mnie. Ten na potwierdzenie kiwną głową...Szymon pociągnął mnie za rękę i zaprowadził mnie do ich pokoju...
- Poczekaj w łazience, zaraz przyniosę Ci jakieś kosmetyki od dziewczyny Grzegorza... - i pobiegł do pokoju. Jak już mówiła chłopacy czuli się w
hotelu jak u siebie więc to że Grzegorz ma w pokoju kosmetyki od Karoliny - swojej dziewczyny wcale mnie nie zdziwiło - często u nas nocowała...
- Proszę bardzo - wrócił po chwili Szymon i podał mi całą ogromną kosmetyczkę - nie wiem czego wy, kobiety tam używacie...mi wystarczy zwykły krem do twarzy...ale skoro Karolina używa tego wszystkiego to
pewnie Ci się przyda..
Gdy spojrzałam w lustro i zobaczyłam swoje odbicie rozkleiłam się zupełnie...zanim dotarłam do pokoju z Szymonem poleciało mi jeszcze kilka łez...z tuszu do rzęs zrobiły się czarne stróżki...oczy od razu mi się zaczerwieniły...wyglądałam po prostu okropnie...Szymon widząc moją reakcję pociągnął mnie do pokoju... posadził na łóżku...
- Ej mała przestań - powiedział cicho i zaczął wycierać tusz...- spokojnie maleńka - dodał i stwierdził że chyba nie ma to żadnego sensu żeby mnie uspokajać...Usiadł obok mnie na łóżku.
- Albo wiesz co? Wypłacz się spokojnie...czasem to bardzo pomaga - szepnął, objął mnie ramieniem i podał chusteczkę. Wtuliłam się w jego ramiona i więcej mi nie było trzeba...zaczęłam płakać...a on?? Im bardziej płakałam tym bardziej mnie przytulał...Nie mówił nic tylko mnie przytulał...tego właśnie było mi trzeba...odrobinkę zrozumienia...
Już od kilku dni byłam rozdrażniona...złość się we mnie gromadziła...w końcu musiałam pęknąć...od dziecka tak miałam - wytrzymywałam dużo...ale jak miarka się przebrała - tragedia...
Zaczynałam się już powoli uspakajać - limit łez zaczynał się wyczerpywać...Szymon chyba też to wyczuł...wstał...nalał mi wody i podał.
- Masz mała - usiadł znowu - już ok? - zapytał cicho...kiwnęłam głową a on mnie pocałował w głowę...Później popatrzył mi w oczy...tak głęboko jakby patrzył do mojej duszy...i pocałował mnie znowu...tym razem w policzek...
- Ciii...- szepnął - wszystko się ułoży - dodał i musnął mnie w usta... - Przepraszam że...że nie wiem jak się zachować jak kobieta płacze...
- No co ty Szymon...to ja Cię przepra...
- Ciii... - i musnął mnie znowu...położył rękę na mojej nodze i chwilkę się zatrzymał jakby czekał na moją reakcję...Spojrzałam na niego a on w tym czasie przesunął rękę wyżej i znowu mnie musnął...
- Uspokój się...wyluzuj...jesteś taka śliczna - szepnął i zaczął całować w szyję...
- Szymon... - cicho zaprotestowałam...
- Ciii... - dalej co się działo to sama nie rozumiem...siłą pocałunków położył mnie na łóżku i zaczął rozpinać bluzkę...powoli...delikatnie...gdy już ją rozpiął zaczął pieścić moje piersi...całując je zabrał się za rozpinanie spodni...nie miałam nawet siły zaprotestować...właściwie to w duchu modliłam się żeby nie przerywał...rozpiął moje spodnie...w miedzy czasie zdjął swoją koszulkę...pieścił mnie jak dawno nikt...wkładał w to tyle serca i czułości...powoli i z zaciętością poznawał każdy kawałek mojego ciała...pieścił piersi, brzuch, szyje...był cudowny...całując sie i pieszcząc zupełnie zapomnieliśmy o bożym świecie...
- Ej Szymon nie wiesz gdzie jest... - przerwał nam Grzegorz...ale jak nas zobaczył to zbaraniał...otworzył szeroko oczy i stał jak wryty....
- Yyy...to...no... - zaczął się jąkać...
- Zjeżdżaj Stary - krzyknął Szymon.
- Nie Szymon - on ma rację - pomyśl - co my w ogóle robimy przecie... - zatkał mi usta pocałunkiem...Grzegorz wyszedł szybko a Szymon z powolnego i czułego zamienił się w szybkiego i namiętnego kochanka...dalej wszystko szło bardzo szybko...nawet nie wiem kiedy ściągnął mi spodnie...i swoje też...moje stringi tylko odsunął...wszedł we mnie nim zdążyłam się zorientować że on sam jest już goluteńki...Jak wszedł to trochę zwolnił tempo ale zaraz znowu przyśpieszył...pieprzył mnie szybko i bez pardonu...strasznie mnie to podnieciło i zaczęłam dochodzić a co za tym idzie wić się i jęczeć...Szymon chwycił moje ręce i mocno przycisnął je do łóżka jakby bał się że mu ucieknę...rżnął mnie przy tym dalej bez chwili wytchnienia...Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze...po chwili moje jęki przerodziły się w krzyki...dobrze że nie było nikogo poza nami w hotelu...Po dobrych kilkunastu minutach rżnięcia Szymon się zmęczył - nic dziwnego...nikt nie wytrzymał by takiego tempa...położył się na plecach, spojrzał mi w oczy i szepnął:
- Dokończ sama mała, ja nie mam już siły... - długo nie musiał czekać na moją reakcję...od razu dosiadłam go na jeźdźca i zaczęłam pieprzyć go w podobnym tempie jak on mnie...w tej pozycji zawsze szybko dochodziłam...nic dziwnego że po chwilce moje ciało przeszły silne dreszcze i spazmy rozkoszy...ostatnie pchnięcia, a raczej nabicia starałam się wykonać jak najgłębiej potrafiłam...było mi cudownie...Chciałam żeby Szymon też coś z tego miał więc jak tylko troszkę odpoczęłam zaczęłam mu ssać fiuta..
- Ej mała - nie musisz tego robić...- powiedział Szymon bardziej z grzeczności niż z przekonania...po chwili zamknął oczy i mogłam już robić z nim co chciałam...lizałam, ssałam...wkładałam jak tylko najgłębiej potrafiłam...ale on ciągle nie dochodził...dlatego postanowiłam wykorzystać go jeszcze troszeczkę...
- Szymon? Choć jeszcze troszkę od tyłu...- szepnęłam wdrapując sie na jego wysokość i momentalnie przygotowując się do pozycji na pieska...
- Wariatka - powiedział tylko i bez uprzedzenia wszedł we mnie bardzo szybko i głęboko...pieprzyliśmy się w tej pozycji jeszcze kilka minut i doszedł Szymon...wytrysnął mi na plecy i opadł bezsilnie na łóżko ciężko dysząc...było mi wspaniale...
- Choć mała - szepnął do mnie i przytulił mnie. Zaczął dzwonić telefon.
- To Grzegorz z recepcji pewnie - powiedział i odebrał - No?? Ok...no dobra dobra...- zerknął na mnie, odłożył słuchawkę i położył się obok - Grzegorz prosił żebyśmy zeszli bo przyszli jacyś ludzie na restaurację i sobie nie daje rady... - zaczęliśmy się ubierać.Gdy już byłam gotowa poszłam do łazienki zmyć resztki makijażu. Po chwili dołączył do mnie Szymon. Oparł się o brzeg wanny i patrzył na mnie uśmiechając się z zadowoleniem.
- Co?? - Spytałam po chwili - coś nie tak?
- Nie nie...wszystko ok.- powiedział uśmiechając się zalotnie - po prostu...po prostu nie wierze w to co się stało...- dokończył rozmarzony...pocałował mnie w nosek
- Szymon?? Ale...bo wiesz że ja...to znaczy...cholera jasna...obiecaj mi że nikt się nie dowie!!
- Spokojnie mała. Kto miałby się dowiedzieć?- szepnął ze smutkiem
- A Grzegorz?
- Grzegorzem zajmę się ja...A...
- No?
- Nie nic...chyba powinniśmy już iść...
- Ale o co chciałeś zapytać??
- Nieważne...
- Szymek?
- Hmm...powtórzymy to jeszcze?? - To pytanie zbiło mnie z nóg. Szymon chyba zauważył moje zmieszanie... - dobra, rozumiem. nie było pytania. Chodźmy...
- Ale Szymon! - powiedziałam już bardziej do siebie bo Szymon wyszedł z łazienki. Wyszliśmy po chwili z pokoju i poszliśmy do recepcji i restauracji. Ludzi było owszem kilku ale wielkiego tłoku nie było.
- Sorki jak wam przeszkodziłem tym telefonem...- powiedział Grzegorz jak tylko nas zobaczył - Sytuację opanowałem. Mała był telefon od dyrki, powiedziałem że poszłaś do ubikacji i że zaraz oddzwonisz.
- Dzięki - szepnęłam zawstydzona
- Fajnie było?? - Zapytał Grzegorz z zadowoleniem z żartu.
- Zamknij się! - skarcił go Szymon - nic nie widziałeś i nic nie wiesz!
- O ludzie! No przecież jesteśmy dorośli...no dobra dobra...już się tak nie złośćcie!! Wyluzujcie! Zadzwoń młoda do tej dyrki. - powiedział na koniec i poszedł.
- Szymon przepraszam Cię za to wszystko... ja... on... cholera jasna!
- Uspokój się i zadzwoń do dyrki. Grzegorzem zajmę się ja, nie musisz się o nic martwić - powiedział i spojrzał na mnie badawczo - Było mi z Tobą bardzo dobrze...nawet lepiej niż dobrze wiesz? - zapytał i nim zdążyłam odpowiedzieć poszedł do restauracji.
Popatrzyłam na zegarek i stwierdziłam że nie było nas dobre 2 godziny!!
- Co myśmy narobili? - zadałam sobie pytanie - przecież to nie miało prawa się zdarzyć!
Gdy tak stałam osłupiała przez recepcję przeszedł do Grzegorz.
- Spoko mała - wyluzuj. Przecież wiem jak jest. Wszystko zostanie między nami. - mrugnął porozumiewawczo. Miałam jakieś dziwne uczucie że na tym się nie skończy. Ale nie miałam już nawet czasu o tym pomyśleć...praca goniła...a zmiana dobiegała końca...

pracujaca-erotomanka 12 04 09 / 22:11:49 [Powrót] Co o tym myślisz?? Skomentuj






Ksiega Gości

Od początku - strona Główna

Archiwum

2009
Maj
Kwiecień



O mnie

Jestem normalną i zwyczajną dwudziestokilkuletnią kobietą, która ma swoje potrzeby...Lubie prowokować i intrygować ale nie zawsze wychodzi mi to na dobre...Napisz to może dowiesz się więcej...
Chcesz mieć pod ręką? - dodaj do Ulubionych



2122 osób odwiedziło tego bloga


Linki


Ulubieni





Powered by blogi
aliasy www & piksele